Kindrochit Castle

  • Status: - **- Ruiny. Dostęp o każdej rozsądnej porze
  • Typ: Zamek z dziedzińcem zamkniętym (Stone castle of enclosure)
  • Data: od XIV wieku
  • Położenie: w miejscowości Braemar. Aberdeen & Moray
  • Numer według map "Ordance Survey": NO 152913
Moja lokalizacja
Znajdź drogę

 

 

 

Z potężnego niegdyś, królewskiego zamku Kindrochit do czasów współczesnych przetrwały jedynie niewielkie fragmenty jego dwóch głównych budynków.
Najstarszą część zamku stanowi położony w północno – wschodniej części całego kompleksu dom hallowy. Jego główny, prostokątny w planie blok posiada wymiary 30.5 na 9.1. Na jego narożnikach zostały umieszczone także mniejsze, czworokątne w planie, wieżyczki. Z nich, w najlepszym stanie do czasów współczesnych przetrwała wieżyczka południowo – wschodnia.
W parterowej części głównego bloku mieściły się natomiast przynajmniej trzy obszerne spiżarnie lub magazyny. Każde z tych pomieszczeń pozbawione było jednak kamiennego sklepienia.
Powyżej nich oryginalnie znajdował się hall oraz prywatne komnaty lorda i jego najbliższej rodziny. Dodatkowe pomieszczenia mieszkalne, przeznaczone zapewne do użytku służby mogły się ponadto znajdować na poddaszu. Część komnat w narożnych wieżach zajmowali z kolei wyżsi rangą członkowie lordowskiego dworu. Pozostałe ich pomieszczenia oddane były natomiast do użytku zamkowej straży.
We wschodniej ścianie tego budynku, w niezłym stanie, zachowały się dwa szczelinowe okienka.
W roku 1390 król Robert II (ur. 1316 – zm. 1390) wydał sir Malcolmowi Drummondowi (1351 – 1402, Drummond był szwagrem króla) licencję na budowę nowej wieży w Kindrochit. Jej relikty widoczne są w południowo – zachodniej części zamkowego kompleksu. Budynek ten został ulokowany na planie prostokąta o wymiarach 19.5 na 13.1 metrów. Szerokość jego masywnych murów dochodzi natomiast, do około 2 metrów.
W parterowej części tzw. Wieży Drummonda mieściły się trzy raczej wąskie pomieszczenia. Od południowej strony znajdował się zatem magazyn. W środkowej części ulokowana była spiżarnia. Podczas gdy ostatnie z tych pomieszczeń, położone od północnej strony pełniło funkcję lochu.
Dostęp do wyższych kondygnacji prowadził przez wąskie schody osadzone w grubości muru, w północno – zachodnim narożniku wieży. Na pierwszym piętrze tradycyjnie znajdował się hall, najbardziej reprezentacyjna komnata tej budowli. Kolejne piętra przeznaczone były już do prywatnego użytku lorda , rodziny i zapewne zamkowej służby.
U podstawy ściany północnej w niezłym stanie zachował się także kwadratowy otwór ściekowy.
W momencie ukończenia tej wieży, była ona piątym największym tego typu budynkiem w Szkocji.
Kolejne, gospodarcze budynki zamku Kindrochit oraz jego kurtynowy mur zostały całkowicie rozebrane podczas budowy pobliskiej drogi (Balnellen Road) i parkingu. Dużą część murów Kindrochit została także wykorzystana do budowy okolicznych domostw.
Integralną część zamku stanowił ponadto most przerzucony przez skalisty, bardzo stromy przełom rzeki Clunie. Faktycznie też, od niego wzięła się nazwa zamku. W języku gaelickim wyraz „Ceann – drochit” (czyli „Kindrochit”) oznaczał bowiem nic innego jak „początek/przód mostu”. Jego niewielkie fragmenty zostały odkryte w pobliżu miejsca styku obydwu budynków (od strony zachodniej), podczas prac archeologicznych przeprowadzonych w ruinach zamku w roku 1925.

 

 

 

 

Historia Kindrochit Castle
 
Pierwszą warownię w tym doskonałym pod strategicznym względem miejscu, na samej krawędzi wysokiego brzegu rzeki Clunie wzniósł około roku 1057 Malcolm Canmore (1031 – 1093). Przyszły władca Szkotów (od 1058 roku) miał ją wybudować wkrótce po bitwie pod Lumphanan (25 sierpnia 1057 roku), w której pokonał armię dotychczasowego króla – Makbeta (Macbeth, zm. 1057). Z pewnością też pełniła ona rolę jednego z jego ulubionych dworków myśliwskich. W podobnym celu wykorzystywali ją i inni szkoccy władcy, m.in. Robert II i Robert III (1337 – 1406).
Około roku 1390 sir Malcolm Drummond za zgodą Roberta II rozpoczął w Kindrochit budowę masywnej wieży mieszkalno – obronnej. Niestety, w roku 1402 sir Malcom zajęty pracami konstrukcyjnymi został porwany przez grupę „nieznanych sprawców”. Poważnie ranny i przetrzymywany w ciężkich warunkach wkrótce też zmarł. Chociaż nie zachowały się ku temu żadne dowody, to jednak przyjmuje się, że za tą zbrodnią stał Alexander Stewart (ok. 1375 – 1435), jeden z nieślubnych synów słynnego sir Alexandra Stewarta, (1343 – 1405, zwanego też „Wilkiem z Badenoch”). Dwa lata później, w roku 1404 Stewart zdobył także zamek Kildrummy, główną siedzibę wdowy pod sir Malcolmie – Lady Isabel (ok. 1360 – 1408), hrabiny Mar. Następnie przymusił ją też do ślubu, co w konsekwencji zapewniło mu zarówno tytuł hrabiego Mar, jak i lorda Garioch. Co ciekawe Stewart, nowy hrabia Mar parał się też piractwem. W swym rzemiośle nie ograniczał się jednak do wód wokół wysp brytyjskich. W roku 1412 podczas jednej ze swoich łupieskich wypraw dotarł, aż w okolice… Gdańska. Udało mu się tam przechwycić jeden z miejscowych statków. Chociaż jego kapitan został po zapłaceniu okupu zwolniony, to reszta załogi została przez Stewarta zabrana do Kindrochit gdzie „miała nosić kamienie potrzebne do budowy nowego zamku ”. Oznacza to, że to właśnie gdańszczanie w głównej mierze ukończyli budowę wieży rozpoczętej 20 lat wcześniej przez Malcolma Drummonda. Po śmierci Stewarta w roku 1435 (lipiec/sierpień) hrabstwo Mar zostało włączone do dóbr koronnych, nawet pomimo protestów najbliższego krewnego Lady Isabel – sir Roberta Erskine (zm. 1451/1452) , 1-ego lorda Erskine, de jure 13-ego hrabiego Mar. Dopiero po 130 latach, w roku 1565 królowa Maria Stuart (1542 – 1587) uznała prawa Erskine’ów do godności hrabiów Mar. Tytuł 1-ego hrabiego Mar (nowej kreacji tytułu, de jure był on 18-tym hrabią Mar) królowa nadała sir Johnowi Erskine (zm. 1572) dnia 23 czerwca tego roku. Zamek Kindrochit pozostał w użyciu jeszcze przez około 50 lat. Z pewnością był on już zrujnowany w roku 1618.
Zgodnie z legendą miał on został zniszczony, gdy wśród jego mieszkańców wybuchła zaraza. Zablokowany został on wówczas szczelnie przez całą ludność Braemar, a następnie zniszczony przy użyciu działa.  Dziesięć lat później, w roku 1628 sir John Erskine, 2-gi hrabia Mar (ok. 1558 – 1634, de jure 19-ty hrabia Mar) w odległości około dwóch kilometrów na północny – wschód od zniszczonego zamku rozpoczął budowę nowej warowni – Braemar Castle.
Opuszczony zamek przez kolejne stulecia służył miejscowej ludności jako miejsce pozyskiwania darmowego materiału budowlanego. Wreszcie w roku 1925 w jego obrębie, pod kierownictwem doktora Williama Douglasa Simpsona (1886 – 1968) przeprowadzono badania archeologiczne i jednocześnie podjęto też pierwsze prace konserwacyjne. Najciekawszym znaleziskiem doktora Simpsona była odkryta w obrębie lochu wieży Drummonda – pozłacana, srebrna brosza, tzw. Kindrochit Brooch. Wykonana została ona pod koniec XV wieku. Obecnie, ta naprawdę piękna zapinka wystawiona jest w Narodowym Muzeum Szkocji w Edynburgu (National Museums od Scotland)

 

 

 

Ruiny zamku można zwiedzać o każdej rozsądnej porze.

 

 

 Legendy

 

Według miejscowych wierzeń w roku 1746 podczas II-ego powstania jakobickiego (1745 – 1746) żołnierz rządu hanowerskiego miał zostać opuszczony do jednej z piwnicy zrujnowanego zamku, celem odnalezienia rzekomych skarbów. Zamiast nich ujrzał on jednak „kompanię duchów siedzących przy stole zakrytym stosem czaszek”.

 

 

Kolejna legenda, której akcja związana jest z zamkiem Kindrochit została opublikowana w dziele „Legendy północno – wschodniej Szkocji” („Legends of Northeast Scotland”), autorstwa znanego szkockiego architekta i historyka Jamesa Fentona Wyness (1903 – 1974).
Akcja tej opowieści toczy się za panowania króla Malcolma Canmore (1058 – 1093). W tym czasie, ówczesny konstabl zamku, podczas polowania w dolinie Glen Quoich zdołał pochwycił potężnego dzika, zwanego Tag – Losgann. Dumny ze swojego trofeum mężczyzna przywiózł go do Kindrochit i umieścił w specjalnie wykutej w tym celu, na samym brzegu rzeki Clunie, jamie. Wkrótce Tad – Losgann stał się nie tylko jedną z głównych atrakcji Kindrochit, ale i nawet ulubioną maskotką króla Malcolma. Władca miał więc zwyczaj odwiedzać go i osobiście karmić podczas każdej ze swoich licznych wizyt w tym zamku. Tymczasem dzik robił się coraz większy i większy. Oczywiście wymagał przy tym też coraz więcej strawy. Nie przysparzało to jednak zbytnich zmartwień konstablowi jako, że obowiązkiem jego karmienia od samego początku obarczył całą okoliczną ludność. Każda z miejscowych rodzin miała zatem w ustalonej kolejności dostarczyć Tad – Losgannowi całą krowę do zjedzenia. W końcu obowiązek ten przypadł na biedną wdowę MacLeod. Mieszkała ona wraz z swym jedynym, 15-letnim synem Sandym w niewielkim domku w dolinie Glen Slugan. Jej mąż, doskonały łucznik zginął podczas potyczki pod Corriemulzie, gdy Sandy miał zaledwie kilka miesięcy.
Krowa ta była też ich najcenniejszym skarbem. Kobieta przez wiele lat oszczędzała pieniądze na jej kupno, gdy więc przyszedł moment w którym musiała oddać ją dla nienasyconego Tag – Losganna, usiadała i gorzko zapłakała. Wierząc, że jest sama w domu głośno wypowiedziała też pragnienie, by wciąż żył jej mąż, który zaledwie jednym strzałem z łuku w spasione cielsko dzika, mógłby uratować nie tylko ich dobytek, ale i wszystkich innych biednych ludzi w okolicy. Nie wiedziała jednak, że temu wszystkiemu z uwagą przysłuchiwał się jej, pozostający w ukryciu, syn. Jeszcze tej samej nocy Sandy postanowił w całkowitej tajemnicy spełnić życzenie matki. Chłopiec, który najwyraźniej po ojcu odziedziczył zdolności łucznicze, już następnego ranka wykonał kilka naprawdę doskonałych strzał do swojego łuku. Następnie wyruszył na wzgórze Cairn Laith, gdzie upolował tłustego głuszca. Ukrył go jednak przed wzrokiem matki, a wieczorem, wcześniej niż zwykle poszedł spać. W środku nocy, gdy jego rodzicielka wciąż spała twardym snem, Sandy wstał i po cichu wymknął się z domu przez okno. Z upolowanym ptakiem wyruszył wprost, poprzez Dalgowan w kierunku Kindrochit.
Dotarł na miejsce gdy zaczynało powoli świtać. Ze względu na obecność strażników na murach pobliskiego zamku, resztę drogi do jamy Tag – Losganna chłopiec przebył czołgając się. Nie tracąc czasu wrzucił zabitego ptaka tuż u samego legowiska dzika, po czym sam wskoczył do jamy. Zbudzony hałasem Tag Losgann podniósł się wolno. Gdy jednak tylko dostrzegł przyniesiony mu posiłek natychmiast łapczywie wbił w niego swoje potężne kły. Tej chwili właśnie wyczekiwał Sandy. Błyskawicznie uniósł swój łuk, po czym zaledwie jednym strzałem, trafiając bestię prosto w serce, pozbawił ją życia. Następnie, wciąż przez nikogo nie spostrzeżony powrócił do domu. Rano jak gdyby nigdy nic wstał z łóżka i zajął się swoimi codziennymi obowiązkami. Wieść o zabiciu dzika błyskawicznie rozniosła się po całej okolicy. Wściekły konstabl natychmiast też wszczął w tej sprawie śledztwo. Nie tylko ze względu na śmierć swojego pupila, ale też, a może zwłaszcza z uwagi na fakt, że jakiś doskonały strzelec potrafił tak łatwo przedostać się w pobliże zamku, w którym często gościł sam król. Jedynym jego tropem, którym mógł do niego doprowadzić była natomiast pozostawiona w ciele Tag – Losganna strzała. Wkrótce też cała okolica zaroiła się od żołnierzy konstabla. Ścisłej kontroli poddana została każda zagroda i każda osoba o której wiedziano, że potrafi strzelać z łuku. W końcu żołnierze konstabla trafili i do domku wdowy MacLeod. Tam, w pokoju Sandy’ego odnaleźli identyczne strzały, jak ta którą zabito dzika. Zapytany o to chłopiec nie tylko nie zaprzeczył, ale nawet z dumą dokładnie opowiedział jak i dlaczego to uczynił. Nawet doskonale rozumiejący powody, którymi kierował się ten jedynie 15-letni młodzieniec, żołnierze nie mogli jednak zignorować rozkazów swojego przełożonego. Pomimo protestów matki zakuli go w kajdany i zabrali do Kindrochit. Po nocy spędzonej w zamkowym, zimnym lochu, rankiem następnego dnia, Sandy stanął przed obliczem konstabla. Ten, wyraźnie zaskoczony tak młodym wiekiem sprawcy, zapytał o powody tego czynu. Chłopiec, bez cienia jakiegokolwiek zmieszania czy żalu jeszcze raz wyjaśnił dlaczego zabił Tag – Losganna. Wbrew nadziejom licznie zgromadzonej gawiedzi bezlitosny konstabl nie okazał mu jednak łaski. Następnego dnia, w samo południe Sandy miał zostać powieszony na szubienicy w Creag Choinnich. W tym czasie, biedna wdowa MacLeod winiąc przede wszystkim siebie za całą tą sytuację, postanowiła wstawić się za synem u samego króla. Wiedząc, że zmierza on właśnie w stronę Kindrochit udała się na jego spotkanie. Przez całą noc, drżąc z zimna i strachu czekała u przełęczy Cairnwell Pass, by wreszcie nad samym ranem ujrzeć królewski orszak. Płacząc rzuciła się zaraz do nóg króla, błagając go o łaskę dla Sandy’ego. Chociaż wyraźnie niezadowolony król postanowił jednak dopiero w Kindrochit, po wysłuchaniu też opinii konstabla, ogłosić swoją decyzję. Na miejsce król wraz z wdową dotarli dokładnie w chwili, gdy Sandy był już zabierany na miejsce straceń. Król wstrzymał chwilowo egzekucję, by mieć czas na wysłuchanie racji tak konstabla, jak i samego sprawcy. Ostatecznie król Malcolm postanowił ułaskawić młodego skazańca, pod jednym wszak warunkiem. Chcąc sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak doskonałym łucznikiem postanowił poddać go niezwykle trudnej próbie. Rozkazał mu mianowicie, by ten stojąc na chybotliwym, zamkowym moście i w dodatku z sporej odległości zestrzelił maleńki kamyk umieszczony na… głowie jego własnej matki. Przerażony Sandy początkowo odmówił, ale matka uśmiechem i własnym wielkim opanowaniem dodała mu otuchy. Ustał więc we wskazanym miejscu, po czym dość zaskakująco poprosił o dwie strzały. Chociaż zdziwiono się jego prośbą, to ostatecznie za zgodą króla podano mu je. Chłopiec założył jedną z strzał na swój łuk, wycelował, po czym spokojnie ją wypuścił. Trwało to nawet krócej niż mgnienie oka, a maleńki kamyk na głowie jego matki zniknął bez śladu. Wielki wybuch radości i szmer zachwytu rozległ się zaraz wśród licznych świadków tego niezwykłego wyczynu. Także król wydawał się być mocno poruszony. Kiedy cała wrzawa w końcu ucichła, pogratulował Sandy’emu perfekcyjnego strzału, po czym zapytał po co mu była druga strzała. Wówczas chłopiec dumnie podniósł głowę, nieustraszenie spojrzał w oczy króla i odpowiedział: „Gdybym nie trafił i zabił swoją matkę, ty zginąłbyś następny”. Zapadła przeraźliwa cisza. Wszyscy z trwogą spojrzeli na króla. Ten zaś, po chwili zadumy roześmiał się serdecznie i odpowiedział: „Podoba mi się twoja odwaga i opanowanie chłopcze. Dlatego od dnia dzisiejszego będziesz nosił nazwisko Hardy (opanowany, wytrzymały), a gdy dorośniesz dołączysz także do moich łuczników”. Szczęśliwy chłopiec wrócił wówczas ze swoją matką do domku w Glen Slugan, gdzie jeszcze długo żyli w szczęściu i spokoju. Sandy nie dołączył jednak do królewskich łuczników. Nigdy więcej nie podniósł nawet łuku.

 

 

Przy okazji tej opowieści warto zwrócić też uwagę, że jej akcja dzieje się całe 250 lat przed historią słynnego Wilhelma Tella.

 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *